Krew (Byłe drugi draft)

     Telefon zadzwonił o drugiej w nocy. 

        Ewa spojrzała na wyświetlony identyfikator i poczuła, że jednocześnie ścisnął jej się żołądek i zatrzepotało serce. Westchnęła. Miała nadzieję, że jednak nie zadzwoni. 

– Pani prokurator – usłyszała. 

– Panie podkomisarzu – mruknęła, zastanawiając się, czym znowu podpadła. Ostatnio byli na „ty”. 

Po drugiej stronie rozległ się cichy śmiech. 

– Mam nadzieję, że tym razem nie jadłaś kolacji, nie piłaś wina i nie paliłaś – powiedział. – Ale i tak chcesz wziąć jakieś środki przeciwwymiotne. Samochód będzie za pięć minut. 

Czyli jednak. 

Trochę się łudzili, że to nie będzie początek serii, chociaż oboje mieli już na tyle doświadczenia, żeby wiedzieć, że w Halloween patrzyli raczej na bilet wizytowy, którym ktoś zapowiadał swe przybycie, niż na odosobniony przypadek kompletnego szaleństwa. Odrobina nadziei jednak nigdy nikomu nie zaszkodziła, prawda? 

Było zimno, jak na najdłuższą noc w roku przystało. Samochód już czekał. Zabrał ją na przedmieścia, na nowe, grodzone osiedle domków jednorodzinnych, zamieszkane przez młodych, ambitnych i głęboko wierzących oraz ich żony i potomstwo. Zatrzymali się na placyku przed osiedlowym kościołem. Wysiadła. 

Postać wisiała między dwiema latarniami, rozpięta na linach i przez chwilę Ewie wydawało się, że patrzy na anioła. Wszystko się zgadza, przemknęło jej przez głowę, zwiastowanie, narodziny pańskie, kościół, a potem żołądek jednak podszedł jej do gardła. Odwróciła się, walcząc z mdłościami. 

– Masz – podkomisarz, który stanął tuż za nią, podsunął jej butelkę z wodą. Pokręciła głową, oparła się o samochód i odetchnęła głęboko. To nie był dobry pomysł. Powietrze śmierdziało palonym plastikiem, ale i tak poczuła nie dający się z niczym pomylić zapach ludzkich wnętrzności i woń przypominającą słone żelazo. 

Krew. 

Zwymiotowała. 

Wytarła usta podsuniętą chusteczką, napiła się wody. Podkomisarz patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Miał bardzo niebieskie oczy. Kiedy opanowała żołądek i odzyskała kontrolę nad głosem, powiedziała pierwszą rzecz, która przyszła jej do głowy: 

– Teraz już nigdy nie umówisz się ze mną na kawę. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Byłe (pierwszy draft)

Też inna bajka

Czwarta bajka